Polska Deutsch English France Italy Russia Spain



Opowiadania wybrane

Spis treści
Gracze
Większa Wiara
Nie - Byt
Pustka
Przełom
Krąg
Dwojaka wiedza
Droga
OdpowiedĄ
Wyrok
Wgląd
Dwojakie szczęście
Osioł
Wyjście
Niewinność
Dług
Bieg życia
Sprzątanie
Koniec
Centrum
Pomoc
Święto
Pożegnanie
Gość
Wiara
Zarozumialec
Pytanie




Gracze spis tresci

Przedstawiają się jako przeciwnicy.
Potem siadają naprzeciwko siebie i grają na tej samej szachownicy z wieloma figurami,
według zawiłych reguł, ruch za ruchem.
Równa królewska gra.
Obaj składają grze różne figury w ofierze i napięci trzymają się w szachach aż skończy się ruch.
Gdy dalej się nie da partia się kończy.
Wtedy zamieniają się stronami i kolorami, i zaczyna się ta sama gra tylko znowu inna partia.
Lecz kto gra długo i często wygrywa i często przegrywa,
ten po obu stronach staje się mistrzem.


Większa Wiara spis tresci

Pewnemu mężczyĄnie śniło się, że słyszy głos Boga, który mówi mu: "Wstań, weĄ swego ukochanego i jedynego syna, zaprowadĄ go na górę, którą ci wskażę, i złóż mi z niego krwawą ofiarę!".

Następnego dnia rano mężczyzna wstał, popatrzył na swego ukochanego i jedynego syna, popatrzył na żonę, matkę ich syna, popatrzył na swego Boga. Wziął dziecko, zaprowadził je na szczyt góry, zbudował ołtarz, związał dziecku ręce, wyciągnął nóĄ i chciał je zabić. Wtedy jednak usłyszał głos i zamiast syna zarżnął owcę.

Jak syn będzie patrzył na ojca?
Jak ojciec na syna?
Jak żona na męża?
Jak mąż na żonę?
Jak będą patrzeć na Boga?
I jak Bóg - jeśli istnieje - będzie patrzył na nich?

Innemu mężczyĄnie śniło się, że słyszy głos Boga, który mówi mu: "Wstań, weĄ swego ukochanego i jedynego syna, zaprowadĄ go na górę, którą ci wskażę, i złóĄ mi z niego krwawą ofiarę".

Następnego dnia rano mężczyzna wstał, popatrzył na swego ukochanego i jedynego syna, popatrzył na żonę, matkę ich syna, popatrzył na swego Boga. I stojąc z Bogiem twarzą w twarz powiedział: "Nie zrobię tego!".

Jak syn będzie patrzył na ojca?
Jak ojciec na syna?
Jak żona na męża?
Jak mąż na żonę?
Jak będą patrzeć na Boga?
I jak Bóg - jeśli istnieje - będzie patrzył na nich?


Nie - Byt spis tresci

Mnich, nieustający w poszukiwaniach,
poprosił kupca na targu
o datek.

Kupiec zastanowił się przez chwilę,
a wręczając datek, zapytał:

"Jak to jest, że mnie musisz prosić
o to, czego ci brakuje,
jednak mnie i mój tryb życia
uważasz za marne?"

Mnich odrzekł:
"W porównaniu z Ostatecznym, którego szukam,
wszystko inne wydaje się
liche".

Jednak kupiec pytał dalej:
"Jeśli istnieje Ostateczne,
jak może być czymś,
czego ktoś mógłby szukać lub co mógłby znaleĄć,
jak gdyby leżało na końcu drogi?
Jak ktoś mógłby w ogóle
do niego dojść i tak,
jak gdyby było jednym z wielu,
bardziej niż inni
nim zawładnąć?
I odwrotnie: jak mógłby
ktoś od niego odejść
i mniej niż inni
przezeń być niesionym
albo być na jego usługi?"

Mnich odparł:
"Ostateczne znajduje ten,
kto wyrzeka się
bliskiego i teraĄniejszego".

Kupiec zastanowił się dalej:
"Jeśli istnieje Ostateczne,
wtedy bliskie jest każdemu,
nawet jeśli ukryte,
tak jak w każdym bycie nie - byt
i jak w każdym teraz jakieś przed i po,
w tym co się nam zjawia
i co trwa.

W porównaniu z bytem,
którego doświadczamy jako przemijającego i ograniczonego,
nie-byt wydaje się nam nieskończony,
jak przed i po
w porównaniu z teraz.
Jednakże nie - byt objawia się nam
w bycie,
jak przed i po
w teraz.

Nie-byt jest jak noc
i jak śmierć
- nieznanym początkiem -
i oko w bycie nam tylko na krótko,
jak błyskawica,
otwiera.

Dlatego Ostateczne przybliża się do nas
tylko w czymś bliskim,
i rozbłyskuje
teraz".

Z kolei mnich zapytał:
"jeśli to, co mówisz, byłoby prawdą,
cóż pozostałoby jeszcze
dla mnie i dla ciebie?".

Kupiec powiedział:
"Nam zostałaby jeszcze,
na jakiś czas,
Ziemia".


Pustka spis tresci

Uczniowie opuścili mistrza.
A gdy wracali do domu,
oprzytomniawszy, pytali siebie:
"Czego właściwie chcielibyśmy od niego?".

Jeden z nich zauważył:
"Wsiedliśmy na oślep do wozu,
którym ślepy woĄnica,
poganiając ślepe konie,
na oślep pędził do przodu.
Gdybyśmy jak ślepcy
szli po omacku,
wymacalibyśmy, być może,
stanąwszy na brzegu przepaści,
naszym kijem
nie-byt".


Przełom spis tresci

Człowiek rodzi się w swojej rodzinie, ojczyĄnie, kulturze i już od dziecka słyszy, kto ma być dla niego wzorem, nauczycielem, mistrzem, i czuje głęboką tęsknotę, żeby stać się taki jak on.

Przyłącza się do pokrewnych sobie duchem, przez wiele lat wprawia się w dyscyplinie i podąża za swoim wielkim wzorem, żeby stać się taki jak on. Myśli, mówi, czuje i chce jak on.

Uważa jednak, że czegoś mu brakuje. Dlatego wyrusza w daleka drogę, by w najodleglejszej samotności przekroczyć, być może, również ostatnią granicę. Mija dawno opuszczone stare ogrody; tylko dzikie róże jeszcze w nich kwitną, a wysokie drzewa wydają co roku owoce, które jednak niezauważone spadają na ziemię, ponieważ nie ma nikogo, kto by je chciał. Dalej zaczyna się pustynia.

Już wkrótce otacza go nieznana pustka. Wydaje mu się, że tutaj każdy kierunek jest taki sam, a obrazy, które czasami widzi przed sobą, okazują się puste. Wędruje przed siebie na oślep i gdy przestał już ufać swoim zmysłom, widzi Ąródło. Bije ono z ziemi i wsiąka w nią szybko. Tam jednak, gdzie dosięga woda, pustynia zamienia się w raj.

Wędrowiec rozgląda się wokół siebie, widzi, że nadchodzi dwóch obcych. Oni zrobili dokładnie tak samo jak on. Podążali za swoim wzorem, aż się z nim zrównali. Wyruszyli, jak on, w daleką drogę, by w samotności pustyni przekroczyć, być może, również ostatnią granicę. I tak jak on znaleĄli Ąródło. Wspólnie sie pochylając, piją tę samą wodę i wierzą, że są już prawie u celu. Wtedy wymieniają swoje imiona: "Ja nazywam się Guantanama, Budda". "Ja nazywam się Jezus, Chrystus". "ja nazywam się Mahomet, Prorok".

Potem przychodzi noc, a nad nimi świecą gwiazdy, jak od prawieków, cicho i nieosiągalnie daleko. Wszyscy trzej milkną. Jeden czuje się tak blisko wielkiego wzoru, jak nigdy przedtem. Przez chwilę wydaje mu się, że potrafił przeczuć, jak mu było, gdy zaznał niemocy, daremności, pokory. I jak musiałoby mu być, gdyby przyszło mu poznać winę.

Następnego ranka wędrowiec zawraca i odchodzi z pustyni. raz jeszcze jego droga prowadzi obok opuszczonych ogrodów. Wreszcie dochodzi do ogrodu, który do niego samego należy. Przed wejściem stoi starszy mężczyzna, jak gdyby na niego czekał. Powiada: "Kto powrócił z tak daleka jak ty, kocha wilgotną ziemię. Wie, że wszystko, jeśli rośnie, umiera, i jeśli przestaje rosnąć, karmi". "Tak - odrzekł wędrowiec - zgadzam się z prawem ziemi". I zaczyna ją uprawiać.


Krąg spis tresci

Chory poprosił kogoś, kto szedł z nim kawałek tą samą drogą:
"Powiedz mi, co się dla nas liczy".

Tamten taką dał mu odpowiedĄ:
"Po pierwsze liczy się to, że żyjemy przez pewien czas,
tak iż życie ma początek, przed którym już wiele się zdarzyło,
i że gdy się kończy, tam właśnie powraca.

Albowiem jak w kręgu, gdy się tylko zamknie,
początek i koniec są jednym i tym samym,
tak potem naszego życia przechodzi płynnie w przedtem,
jak gdyby nie było czasu między nimi:
Dlatego czas mamy tylko teraz.

Następnie liczy się to, że wszystko, co zdziałamy w czasie,
razem z nim nam się wymyka,
jak gdyby należało do innego czasu,
i jak gdybyśmy tam, gdzie zdaje się nam, że działamy,
narzędziem byli jeno,
używanym do czegoś większego niż my sami,
a potem znów odłożonym.
Odchodzimy spełnieni".

Chory zapytał:
"Skoro my i to, co robimy, istnieje i kończy się,
co się liczy, gdy nasz czas się zamknie?".

Tamten
mu odrzekł:
"Przed i po liczy się
tak samo".

Potem ich drogi się rozeszły,
a ich czas się skończył,
i obaj przystanęli,
i się zamyślili.


Dwojaka wiedza spis tresci

Pewien uczony zapytał mędrca,
jak się szczegół w całość składa
i czym wiedza o wielości
od wiedzy o pełni się różni.

Mędrzec powiedział:
"To co rozproszone, staje się całością,
gdy znajdzie centrum
i w skupieniu działa.
Albowiem dopiero dzięki centrum wielość
staje się istotna i realna,
a jej pełnia wydaje się nam wtedy prosta,
nieomal znikoma,
jak spokojna siła nakierowana na następny cel,
która pozostaje na dole
i bliska jest temu, co ostoję daje.
Żeby doświadczyć pełni
lub się nią podzielić,
nie muszę wszystkiego szczegółowo
wiedzieć,
powiedzieć,
mieć,
zrobić.

Kto chce wejść do miasta,
przechodzi przez jedna bramę.
Kto raz uderzy w dzwon,
jednym dĄwiękiem
pobudza wiele innych do brzmienia.

A kto zrywa dojrzale jabłko,
nie musi zgłębiać jego pochodzenia.
trzyma je w dłoni
i zjada".

Uczony postawił zarzut, że kto chce znaleĄć prawdę,
musi znać wszystkie szczegóły.

Ale mędrzec się sprzeciwił:
"Tylko o starej prawdzie wie się bardzo wiele.
Prawda, która dalej wiedzie,
jest odważna
i nowa.
Albowiem ukrywa swój kres
jak zarodek drzewo.
Kto zatem zwleka,
ponieważ chce wiedzieć więcej,
niż pozwala mu następny krok,
zaniedbuje to, co działa.
Bierze monetę
za towar
i z drzew
robi drewno".

Uczony mniemał,
że to może być tylko część odpowiedzi,
i prosił mędrca
o jeszcze trochę więcej.

Mędrzec jednak odmówił,
albowiem pełnia jest na początku jak moszcz w beczce:
słodka i mętna.
Potrzebuje fermentacji i czasu, by się wyklarować.
Kto pije moszcz, zamiast go tylko skosztować,
łatwo się chwiać będzie.

Przekład: Zenon Mazurczak


Droga spis tresci

Do starego ojca przyszedł syn i powiedział:
"Ojcze, pobłogosław mnie, zanim odejdziesz!".
Ojciec powiedział: "Oto moje błogosławieństwo.
będę ci na początek towarzyszyć kawałek
na drodze do wiedzy".

Nazajutrz wyszli na otwarta przestrzeń
i z wąskiej doliny
wspięli się na górę.
Gdy dochodzili do szczytu,
dzień miał się ku końcowi,
teraz kraina rozciągała się we wszystkie strony
aż po horyzont
w świetle.

Słonce zaszło
i z nim zniknął cały przepych:
nastała noc.
Jednak gdy się zrobiło ciemno,
zaświeciły gwiazdy.

Przekład: Zenon Mazurczak


OdpowiedĄ spis tresci

Uczeń zwrócił się do mistrza: „Powiedz mi, co to jest wolność”.

„Jaka wolność?” – zapytał mistrz.

„Pierwsza wolność to głupota. Podobna jest do rumaka,
który rżąc, zrzuca jeĄdĄca ale potem tym mocniej czuje jego rękę.

Druga wolność to żal. Podobna jest do sternika, który po rozbiciu się statku tonie wraz z nim, zamiast wsiąść do łodzi ratunkowej.

Trzecia wolność to wgląd. Przychodzi po głupocie i po żalu. Jest podobna do ĄdĄbła, które kołysze się na wietrze, a jednak stoi, ponieważ poddaje się tam, gdzie jest słabe”.

Uczeń spytał: „Czy to wszystko?”.

Na to mistrz: „Niektórzy myślą, że sami szukają prawdy duszy. Jednak to wielka dusza myśli i szuka poprzez nich. Wielka dusza, jak przyroda, może sobie pozwolić na bardzo wiele błędów, bo z łatwością kiepskich graczy stale zastępuje nowymi. Temu jednak, kto pozwoli jej myśleć, udziela czasem trochę swobody i niesie go do brzegu, niczym rzeka pływaka poddającego się nurtowi”.


Wyrok spis tresci

Pewien bogacz umarł. Stanął u bram raju i zapukał. Święty Piotr otworzył mu i zapytał, czego chce. Bogacz powiedział: „Chciałbym pokój pierwszej kategorii, z pięknym widokiem na Ziemię, a do tego codziennie moją ulubioną potrawę i najświeższą gazetę”. Święty Piotr wzbraniał się zrazu, ale gdy bogacz zaczął się niecierpliwić, zaprowadził go do pokoju pierwszej kategorii, przyniósł mu jego ulubioną potrawę i najświeższą gazetę. Wychodząc, odwrócił się raz jeszcze i powiedział: „Za tysiąc lat przyjdę znowu!, i zamknął za sobą drzwi. Po tysiącu lat przyszedł i zajrzał przez judasza. „No, jesteś nareszcie! – zawołał bogacz – to niebo jest straszne!”. Święty Piotr pokręcił głową. „Mylisz się – powiedział – tutaj jest piekło”.


Wgląd spis tresci

Grupa osób pokrewnych duchem, którym się wydawało, że są początkujący, spotkała się, żeby umówić plany na przyszłość. Wszyscy byli jednomyślni: zrobią to inaczej. Zwyczajność, codzienność i ten wieczny kołowrót wydały im się zbyt ciasne. Szukali czegoś wyjątkowego, rozległego i mieli nadzieję odnaleĄć siebie, jak jeszcze nikt przed nimi. W duchu widzieli się już u celu, imaginowali sobie, jak to będzie, i postanowili działać. „przede wszystkim – powiedzieli – musimy poszukać wielkiego mistrza, bo od tego trzeba zacząć”. Udali się w drogę.

Mistrz żył w innym kraju i należał do obcego narodu.

Opowiadano o nim wiele niezwykłych rzeczy, choć nikt nie wiedział niczego dokładnie. Od zwyczajności uciekli szybko, gdyż tu wszystko było inne: obyczaje, krajobraz, język, drogi i cel. Czasem przychodzili do miejscowości, o której mówiono, że tam jest mistrz. Jednak, gdy chcieli się dowiedzieć czegoś bliżej, słyszeli, że właśnie poszedł dalej i nikt nie wiedział, dokąd się udał. Aż któregoś dnia jednak go znaleĄli.

Mistrz był na polu u chłopa. Tak zarabiał na swoje utrzymanie i dach nad głową. Zrazu nie chcieli wierzyć, że to on jest tym wytęsknionym mistrzem. Także chłop się dziwił, dlaczego uważają tego człowieka, który pracuje u niego na polu, za kogoś szczególnego. Ale ów człowiek powiedział: „Tak jestem mistrzem. Jeśli chcecie się ode mnie uczyć, zostańcie tu przez tydzień. Wtedy was pouczę”.

Kompani najęli się do pracy u tego samego chłopa. Dostali jedzenie, picie i nocleg. Ósmego dni, gdy zrobiło się już ciemno, mistrz zawołał ich do siebie, usiadł z nimi pod drzewem, popatrzył chwilę na wieczorne niebo i opowiedział im pewną historie.

„Dawno temu pewien młody człowiek zastanawiał się, co chce zrobić ze swoim życiem. Pochodził ze znakomitej rodziny, był wolny od biedy i czuł się stworzony do lepszych i wyższych rzeczy. Opuścił ojca i matkę i przyłączył się na trzy lata do ascetów. Ich także opuścił. Odnalazł póĄniej samego Buddę i wiedział, że to też mu nie wystarczy. Dążył jeszcze wyżej, aż tam gdzie powietrze robi się rzadkie i trudno oddychać: gdzie przed nim nikt nigdy nie był. Gdy tam dotarł, zatrzymał się. To był koniec drogi. Zobaczył wówczas, że była to droga na manowce.

Teraz chciał podążyć w innym kierunku. Zszedł na dół, przybył do miasta, posiadł najpiękniejszą kurtyzanę, został wspólnikiem bogatego kupca. Wkrótce stał się zamożnym, szanowanym człowiekiem.

Ale nie zstąpił całkiem do doliny. Zatrzymał się tylko na górnej jej krawędzi. Do pełnego zaangażowania zabrakło mu odwagi. Miał kochankę, ale nie żonę, miał syna, ale nie był ojcem. Nauczył się sztuki kochania i sztuki życia, jednak nie nauczył się miłości i życia. Zaczynał lekceważyć to, czego nie przyjął, aż mu w końcu wszystko obrzydło, i to także opuścił”.

Tu mistrz zrobił przerwę: „Być może znacie tę historię. I wiecie też, jak się skończyła. Mówią, że człowiek ten stał się w końcu pokorny i mądry i oddał się zwykłym sprawom. Jednak cóż z tego, skoro wcześniej tak wiele przegapił. Kto ufa życiu, nie wypatruje gdzieś daleko tego, co jest za rogiem. Najpierw troszczy się o zwykłe sprawy. W przeciwnym razie także jego niezwykłość - przy założeniu, że w ogóle istnieje – jest tylko jak kapelusz na strachu na wróble”.

Zrobiło się cicho. Mistrz także milczał. Potem wstał bez słowa i odszedł.

Nazajutrz już go nie było. Jeszcze w nocy udał się znów w drogę, nie mówiąc nikomu, dokąd.

Teraz kompani znów byli zdani na siebie. Niektórzy nie chcieli uwierzyć, że mistrz ich opuścił. Wyruszyli, aby go raz jeszcze odnaleĄć. Inni nie potrafili już odróżnić swoich życzeń od lęków, i bez zastanowienia szli byle jaką droga.

Jeden z nich jednak się opamiętał. Poszedł raz jeszcze pod drzewo, usiadł tam i patrzył w dal, aż poczuł wewnętrzny spokój. Wszystko to, co mu dokuczało, rozłożył przed sobą, jak ktoś, kto po długim marszu odstawia plecak, żeby odpocząć. Poczuł się lekki i wolny.

Oto stały przed nim: jego życzenia – lęki – cele – rzeczywiste potrzeby. Nie przyglądnął się im bliżej. Nie chciał niczego określonego. Raczej jak ktoś, kto powierza się nieznanemu – czekał, żeby coś wydarzyło się samo z siebie, żeby wszystko ułożyło się na swoim miejscu, stosownie do wagi i rangi.

Niebawem wokół niego zaczęło się przerzedzać, jakby coś próbowało się ulotnić niczym zdemaskowany złodziej. I nagle zrozumiał, że to, co uważał za swoje własne życzenia, swoje własne lęki, swoje własne cele, nigdy do niego nie należało. Wszystko to przyplątało się, Bóg wie skąd, i zadomowiło u niego, przyszło skądś i zagnieĄdziło się – jednak czas tego minął.

W tym, co przed nim pozostało, pojawił się ruch. Wracało do niego tylko to, co było naprawdę jego, i stawało na właściwym miejscu. Siła zaczęła się skupiać w jego centrum i wtedy rozpoznał swój własny, sobie właściwy cel. Trochę jeszcze poczekał, żeby nabrać pewności. Potem wstał i odszedł.


Dwojakie szczęście spis tresci

W dawnych czasach, gdy bogowie znajdowali się jeszcze bardzo bliscy ludziom,

w pewnym miasteczku żyło sobie dwóch śpiewaków imieniem Orfeusz.

Jeden z nich był tym wielkim. Wynalazł kitarę, poprzedniczkę gitary, a gdy uderzał w struny i śpiewał, cała przyroda wokół niego była oczarowana. Dzikie zwierzęta leżały potulnie u jego stóp, wysokie drzewa chyliły się ku niemu: nic nie mogło się oprzeć jego pieśniom. Ponieważ był taki wielki, starał się o najpiękniejszą kobietę.

Potem zaczął się jego upadek.

Jeszcze w czasie wesela zmarła piękna Eurydyka. Pełen kielich wzniesiony do toastu rozprysnął się na kawałki. Jednak dla wielkiego Orfeusza śmierć nie oznaczała bynajmniej końca. Za pomocą swej wysokiej sztuki znalazł wejście do świata podziemnego, zstąpił do krainy cieni, przeprawił się przez rzekę zapomnienia, minął Cerbera, stanął żywy przed tronem boga śmierci i wzruszył go swoją pieśnią.

Śmierć uwolniła Eurydykę – jednak pod pewnym warunkiem, a Orfeusz był taki szczęśliwy, że uszło jego uwagi szyderstwo kryjące się za tą łaską.

Wyruszył w drogę powrotną i słyszał za sobą kroki ukochanej kobiety. Minęli ciało Cerbera, przeprawili się przez rzekę zapomnienia, zaczęli wspinać się do światła, już je widzieli w oddali. Wtedy Orfeusz usłyszał krzyk – Eurydyka się potknęła – przestraszony odwrócił się, zobaczył jeszcze, jak cienie zapadają w noc i został sam. Nieprzytomny z bólu zaśpiewał pieśń pożegnania:

„Ach straciłem ją, całe moje szczęście przepadło!”.

Powrócił do światła, lecz życie stało mu się obojętne.

Gdy odurzone kobiety chciały go zabrać na święto młodego wina, wzbraniał się, a one rozszarpały go żywcem.

Tak wielkie było jego nieszczęście, tak daremna sztuka. Ale: zna go cały świat!

Drugi Orfeusz był tym małym. Był tylko śpiewakiem ulicznym, występował na małych uroczystościach, grał dla małych ludzi, sprawiał małe radości i sam się przy tym radował. Ponieważ nie mógł wyżyć ze swojej sztuki, wyuczył się jeszcze innego, zwykłego zawodu, ożenił się ze zwyczajną kobietą, miał zwyczajne dzieci, grzeszył niekiedy, był całkiem zwyczajnie szczęśliwy. Zmarł stary i syty życia. Ale: nie zna go nikt – oprócz mnie!


Osioł spis tresci

Pewien pan kupił młodego osła i od razu zaczął go przyzwyczajając do trudów życia. Objuczał go ciężkimi ładunkami, kazał mu pracować od rana do nocy i dawał do żarcia tylko tyle, ile było niezbędne. W ten sposób z małego osiołka zrobił się niebawem prawdziwy osioł.

Gdy przychodził jego pan osioł klękał, schylał nisko łeb i chętnie pozwalał objuczać się ciężkimi ładunkami, nawet jeśli czasami się pod nimi uginał.

Ludzie, którzy to widzieli, współczuli zwierzęciu. Mówili: „Biedny osioł”, i chcieli zrobić dla niego

coś dobrego. Jeden chciał mu dać kostkę cukru, inny kawałek chleba, a jeszcze inny chciał go nawet zwabić na zieloną łąkę. Ale on pokazał im, jaki z niego osioł. Jednego ugryzł w rękę, drugiego kopnął w nogę, a wobec trzeciego był uparty jak osioł. Wtedy wszyscy powiedzieli: „Co za osioł!”, i zostawili go w spokoju.

Za to swojemu panu jadł z ręki, choćby dawał mu tylko słomę. A pan wszędzie go wychwalał i mówił: „To największy osioł, jakiego kiedykolwiek widziałem!”. W nagrodę dał mu imię Ia.

PóĄniej nie było już zgody co do sposobu wymawiania tego imienia, dopóki pewien językoznawca nie uznał, że musiało ono brzmieć: „I ja (też)”.


Wyjście spis tresci

Gdzieś na Południu, gdy właśnie wstawał dzień, mała małpka weszła na palmę, zamachnęła się ciężkim orzechem kokosowym i zaczęła krzyczeć z całych sił. Usłyszał ją wielbłąd, podszedł trochę bliżej, spojrzał w górę i zapytał: „Co się z tobą dzisiaj dzieje?”.

„Czekam na wielkiego słonia. Walnę go orzechem kokosowym tak, że aż czaszka mu pęknie i postrada słuch i wzrok!”. Wielbłąd zaś pomyślał: „Czego ona naprawdę chce?”.

W południe przyszedł lew, położył się pod drzewem i chciał się zdrzemnąć. Wtedy usłyszał małpkę i zapytał: „co się z tobą dzisiaj dzieje?”. „Czekam na wielkiego słonia. Walnę go orzechem kokosowym tak, że aż czaszka mu pęknie i postrada słuch i wzrok!”. Lew zaś pomyślał: „Czego ona naprawdę chce?”.

Po południu przyszedł nosorożec, usłyszał krzyk małpy, zdziwił się i zapytał: „Co się z tobą dzisiaj dzieje?”.

„Czekam na wielkiego słonia. Walnę go orzechem kokosowym tak, że aż czaszka mu pęknie i postrada słuch i wzrok!”. Nosorożec zaś pomyślał: „Czego ona naprawdę chce?”.

Wieczorem przyszedł wielki słoń, czochrał się o palmę, zrywał trąbą liście i żarł. A w koronie palmy siedziała skulona mała małpka – cicho jak myszka. Wielki słoń spojrzał w górę, zobaczył małpkę i zapytał: „Co się z tobą dzisiaj dzieje?”. „Nic. Trochę sobie poryczałam, ale nie bierz tego poważnie!”. Słoń zaś pomyślał: „Czego ona naprawdę chce?”. Zatrąbił na swoje stano i poczłapał dalej.

Mała małpka długo jeszcze siedziała cicho. Potem wzięła orzech kokosowy, zsunęła się na ziemię, walnęła orzechem o kamień tak, że się rozbił. Wtedy wypiła mleko i zjadła miąższ.


Niewinność spis tresci

Pewien człowiek chce zostawić za sobą to, co go długo trapiło, i dlatego odważa się wejść na nową drogę. Wędruje lekkim krokiem przed siebie i dochodzi wieczorem na wysoka górę. Zatrzymując się na spoczynek, przed sobą widzi wejście do jaskimi. Podchodzi, chce wejść do środka, jednak okazuje się, że wstępu bronią żelazne drzwi.

„Dziwne – myśli sobie – może coś się stanie”. Siada więc naprzeciw i patrzy to na drzwi, to w bok, to na drzwi, to w bok. A po trzech dniach, gdy właśnie znów patrzył to w bok, to na drzwi, widzi, że są otwarte. Rzuca się pędem do środka, gna do przodu i nagle znów stoi na zewnątrz.

„Dziwne – myśli sobie. Przeciera oczy, siada i w pewnym oddaleniu widzi mały, biały krąg – biały jak śnieg – a w tym kręgu widzi siebie uwięzionego, ciasno skulonego i świetliście białego. Wokół małego, białego kręgu pełga wielki, czarny płomień z cieni, jak gdyby chciał się wedrzeć do środka.

„Dziwne – myśli sobie – być może, coś się zdarzy. Siada naprzeciw, patrzy wciąż to na krąg, to w bok, to na krąg, to w bok, a po trzech dniach, gdy właśnie znów patrzył to w bok, to na krąg, widzi, że mały, biały krąg się otwiera, wielki czarny płomień wdziera się do środka, krąg robi się większy, a on może się w im wreszcie rozprostować.

Jednak teraz krąg jest szary.


Dług spis tresci

Pewien człowiek wstaje rano i jest mu ciężko na sercu.

Wie, że dzisiaj przyjdą wierzyciele i że musi się z nimi spotkać. Zostało mu jeszcze trochę czasu. Dlatego podchodzi do regału, wyjmuje pierwszy z brzegu segregator i zagląda w papiery.

Znajduje tam rachunki, które musi zapłacić. Ogląda je dokładnie. Widzi, że są wśród nich takie, które zostały zawyżone; inne za usługi tylko obiecane, ale nie wykonane lub za towary, które zostały zamówione, jednak nigdy nie dostarczone. Zastanawia się, jakie są jego rzeczywiste zobowiązanie, i postanawia mieć się na baczności przed bezpodstawnymi żądaniami. Zamyka ten segregator i bierze drugi.

Znajduje tam spis usług, z których powodu myślał, że ma szczególnie ciężki dług. Jednak na końcu tej długiej listy widzi takie uwagi jak: „gratis”, „zapłacone” lub „w podarunku”. Przypomina sobie ludzi, którzy mu byli mili i drodzy, i czuje ciepło wokół serca. Zamyka też ten drugi segregator i sięga po trzeci.

Tutaj znajduje tylko oferty, które kazał sobie przysłać, żeby wreszcie kupić to, co już dawno kupić należało. Jednak na końcu tych ofert widnieje uwaga: „płatne z góry”. Wie, że potrzebowałby czasu, żeby sprawdzić, jak poważne to były oferty. Dlatego zamyka też trzeci segregator i odstawia go na regał.

Wtedy przychodzą wierzyciele i zająwszy miejsca, wypełniają pokój swoją obecnością. Jednak żaden nie mówi ani słowa.

Gdy ów człowiek widzi ich wszystkich przed sobą, robi mu się dziwnie lekko, jak gdyby nagle czytelne stało się to, co wydawało się zagmatwane. Czuje siłę, czuje, że może i chce się z nimi zmierzyć.

Gdy tak czeka, obraz przed nim układa się w pewien porządek. Nabiera pewności, który wierzyciel jest w kolejce pierwszy, a który drugi. Dzieli się swoim obrazem z wierzycielami, dziękuje im za przybycie i zapewnia ich, że we właściwym czasie stawi się im także. Oni się zgadzają i odchodzą. Zostaje tylko jeden, któremu już teraz stawić się musi.

Otwierają się na siebie wzajemnie. Wiedzą, że nie chodzi o targowanie się, lecz o realizacje. A ponieważ obaj są poważni, dochodzą do porozumienia. Wierzyciel, odchodząc, odwraca się i mówi: „Jeszcze trochę przesunę ci termin spłaty”.


Bieg życia spis tresci

Trzmiel latał nad kwitnącą wiśnią, pił nektar, był syty i zadowolony.

Potem odleciał.

Wtedy pojawiły się wyrzuty sumienia. Czuł się jak ktoś, kto zasiadł do zastawionego suto stołu, , nie dając gospodarzowi nawet drobiazgu, który ucieszyłby jego serce.

„Co ja teraz zrobię?” – myślał, jednak nie mógł się zdecydować. Tak mijały tygodnie i miesiące.

Trzmiel nie umiał znaleĄć spokoju. Powiedział sobie: „Muszę wrócić do kwitnącej wiśni i z całego serca jej podziękować!”. Poleciał, znalazł drzewo, konar, gałąĄ, dokładnie to miejsce, gdzie pił nektar. Ale kwiatów nie było. Rosły tam tylko ciemnoczerwone, dojrzałe owoce.

Wtedy trzmiel posmutniał. Pomyślał: „Nigdy nie będę mógł podziękować kwiatom wiśni, na zawsze straciłem okazję. Niech to będzie dla mnie nauką!”.

Gdy tak nad tym rozmyślał, poczuł słodki zapach. Różowy kielich pięknego kwiatu kołysał się na wietrze. Trzmiel z radością rzucił się w nową przygodę.


Sprzątanie spis tresci

Pewien człowiek mieszka w małym domku. Z biegiem lat w izbach nagromadziła się masa rupieci. Goście przynosili swoje rzeczy, a gdy wyruszali dalej, zostawili po prostu niektóre walizki. Jest więc tak, jak gdyby byli tu jeszcze, chociaż już dawno odeszli na zawsze.

Wiele tu również rzeczy, które nagromadził sam właściciel. Nic nie ma prawa przeminąć ani zginąć. Nawet z uszkodzonymi przedmiotami łączą się wspomnienia, dlatego leżą i zajmują miejsce czemuś lepszemu.

Dopiero gdy gospodarz niemal się dusi z braku miejsca, postanawia posprzątać. Zaczyna od książek. Czy wciąż jeszcze chce patrzeć na stare obrazy, czy wciąż chce rozumieć cudze nauki i historie? Dawno załatwione sprawy usuwa z domu. W izbach robi się przestronnie i jasno.

Potem otwiera kufry i patrzy, czy znajdzie się w nich coś użytecznego. Odkrywa przy tym kilka kosztowności i odkłada je na bok. Resztę wynosi na zewnątrz. Na koniec wrzuca wszystkie rupiecie do głębokiego dołu, przykrywa je starannie ziemią i zasiewa trawę.


Koniec spis tresci

Harold, dwudziestoletni mężczyzna, często zachowywał się tak, jak gdyby był ze śmiercią za pan brat, i szokował tym innych. Opowiadał przyjacielowi o swojej wielkiej miłości - osiemdziesięcioletniej Maude: jak zamierzał obchodzić z nią urodziny i zaręczyny i jak ogarnięta wesołością wyznała, że weĄmie truciznę i o północy będzie już po niej. Przyjaciel zamyślił się, a potem opowiedział Haroldowi taką historię. "Na malutkiej planecie żył sobie kiedyś mały człowiek. A ponieważ był jej jedynym mieszkańcem, nazwał się księciem. Oprócz niego była tam jeszcze róża. Kiedyś cudownie pachniała, ale teraz zdawała się więdnąć. Mały książę - choć był jeszcze dzieckiem - miał pełne ręce roboty, by utrzymać różę przy życiu. W ciągu dnia musiał ją podlewać, a w nocy chronić przed chłodem. Jednak gdy sam czegoś od niej chciał - tak, jak to wcześniej czasami bywało - ona pokazywała mu kolce. Nic dziwnego, że wreszcie miał tego dość i postanowił odejść.

Najpierw odwiedził planety w sąsiedztwie. Były tak małe, jak jego własna, a ich książęta wydali się prawie tak samo dziwni jak on sam. Tam nic go nie zatrzymało. Potem przybył na piękną Ziemię i znalazł drogę do ogrodu różanego. Kwitły tam tysiące róż - jedna piękniejsza od drugiej, a powietrze było słodkie i ciężkie od ich zapachu. Nigdy mu się nawet nie śniło, że jest tak wiele róż - albowiem dotąd znał tylko jedną, i był zachwycony ich pełnią i wspaniałością.

Wśród tych róż odkrył go sprytny lis. Udawał, że jest płochliwy, a kiedy zobaczył, że może nagabnąć obcego małego człowieka, powiedział mu: "Może uważasz te róże za piękne. Ale one nie są niczym szczególnym. Rosną same z siebie i nie potrzebują opieki. Twoja daleka róża jest jedyna, ponieważ jest wymagająca i zupełnie sama. Wróć do niej!". Mały książe się zmieszał, posmutniał i wyruszył w drogę prowadzącą na pustynię. Tam spotkał lotnika, który musiał lądować awaryjnie. Miał nadzieję, że będzie mógł przy nim pozostać. Ale pilot był pędziwiatrem i chciał tylko porozmawiać. Dlatego mały książę powiedział mu, że wraca do domu, do swojej róży. Gdy nastała noc, książę zakradł się do żmii. Zachowywał się tak, jak gdyby chciał ją rozdeptać. Dlatego go ukąsiła. Przez chwilę drgał, potem leżał cicho.

Tak umarł.

Następnego dnia lotnik znalazł jego zwłoki. "Spryciarz" - pomyślał, a potem zakopał jego szczątki w piasku".

Harold, jak potem opowiadano, nie poszedł na pogrzeb Maude. Zamiast tego położył, po raz pierwszy od lat, róże na grobie swojego ojca.


Centrum spis tresci

Pewien człowiek chce w końcu wiedzieć. Wskakuje na rower, wyjeżdża na otwartą przestrzeń i z dala od tego, do czego przywykł, znajduje nieznaną ścieżkę. Nie ma tu żadnych znaków i dlatego zdaje się na to, co widzi na własne oczy i co może przemierzyć swoimi krokami. Rozpiera go radość odkrywcy, a dotychczasowe przeczucie staje się pewnością.

Ale oto ścieżka urywa się nad szeroką rzeką, a on zsiada z roweru. wie, że jesli chce iść dalej, musi zostawić na brzegu wszystko to, co ma przy sobie. Wie, że straci grunt pod nogami i porwie go siła, która jest potężniejsza od niego i której będzie musiał się powierzyć. Dlatego się waha i wycofuje.

Wracając do domu, zdaje sobie sprawę z tego, że niewiele wie o tym, co pomaga, i że nie umie tego przekazać innym. Zbyt często bywało z nim tak, jak z owym człowiekiem, który jedzie za rowerzystą, a ponieważ tamtemu telepie sie błotnik, woła do niego: "Hej, ty, błotnik ci się telepie!". "Nie rozumiem - odpowiada mu tamten - bo mi sie błotnik telepie!".

"Coś tu nie wyszło" - myśli. Dlatego hamuje i zawraca.

Nieco póĄniej spotyka starego nauczyciela. Pyta: "Jak pomagasz innym? Często przychodzą do ciebie ludzie i proszą o radę w sprawach, o których wiesz niewiele. Jednak potem mają się lepiej".

Nauczyciel odpowiedział: "Nie wiedza sprawia, że się ktoś zatrzymuje w drodze i nie chce iść dalej. Albowiem szuka bezpieczeństwa tam, gdzie prawda nie pozostawia mu już wyboru. I dlatego kręci się w kółko".

Nauczyciel jednak nie ulega pozorom ani złudzeniom. Szuka centrum i w skupieniu czeka - jak ktoś, kto rozpina żagle na wiatr - czy dosięgnie go może słowo, które działa. Gdy przyjdzie do niego drugi człowiek, znajdzie go tam, dokąd sam się musi udać, a odpowiedĄ jest dla obu. Obaj są słuchaczami". I dodał: "W centrum ma się poczucie lekkości".


Pomoc spis tresci

Pewien człowiek wychodzi z domu, przeciska sie przez tłum na rynku, wąskim zaułkiem dociera do ulicy wylotowej i do skrzyżowania. Nagle pisk hamulców... Autobus wpada w poślizg, ludzie krzyczą, słychać huk zderzenia.

Człowiek nie wie, co się nim dzieje. Ucieka, ile sił w nogach, z powrotem na ulice wylotową, potem przez wąski zaułek i zatłoczony rynek. Dociera do domu, szturmuje drzwi wejściowe i zatrzaskuje je za sobą, pędzi schodami na górę do mieszkania, zamyka za sobą drzwi, biegnie korytarzem do ostatniego pustego pokoju, znów zamyka za sobą drzwi - i może odetchnąć.

Oto stoi tu teraz: zbiegły, zamknięty i sam. Szok jeszcze tak bardzo siedzi w jego członkach, że człowiek nie odważa się nawet poruszyć. Czeka.

Nazajutrz jego przyjaciółka zatęskniła za nim. Podchodzi do telefonu, wybiera numer, jednak nikt się nie zgłasza. Śpieszy więc do jego domu, dzwoni do drzwi wejściowych - jednak nikt nie reaguje. Idzie na policję, wyprasza wsparcie, wraca z dwoma policjantami. Otwierają najpierw drzwi zewnętrzne, potem pędzą schodami do drzwi mieszkania, otwierają je, biegną wzdłuż korytarza do ostatniego pokoju, pukają, czekają chwilę, otwierają także te drzwi i widzą zupełnie osłupiałego mężczyznę. Kobieta dziękuje policjantom i prosi, żeby odeszli. Czeka przez chwilę, widzi, że nie może jeszcze nic zrobić, obiecuje, że przyjdzie znów następnego dnia, i odchodzi. Następnego dnia znajduje drzwi wejściowe otwarte, jednak mieszkanie jest zamknięte. Otwiera je, idzie dalej do ostatniego pokoju, otwiera go i znajduje swojego przyjaciela. Ponieważ on nic nie mówi, kobieta opowiada mu, co przeżyła, gdy szła do niego: jak słońce świeciło przez chmury, ptaki śpiewały w gałęziach, dzieci bawiły się w berka, a miasto huczało swoim rytmem. Zauważa, że także tym razem jeszcze nic zrobić nie może, obiecuje, że przyjdzie jutro, i odchodzi.

Następnego dnia znajduje otwarte zarówno drzwi wejściowe, jak i drzwi do mieszkania. Przechodzi do ostatniego pokoju, otwiera go i znajduje swojego przyjaciela wciąż skamieniałego. Czeka chwile i opowiada, że wieczorem była w cyrku, o wielobarwnym zgiełku, który tam panował, o skocznej muzyce, hałaśliwej atmosferze, napięciu, gdy przyszły lwy, i uldze, gdy znów sobie poszły; także o dowcipach klowna, koniach czystej krwi przepięknie przystrojonych, radosnym tłumie. Potem, gdy skończyła, obiecuje: "Jutro znów przyjdę".

Następnego dnia otworem stoją również drzwi do pokoju. Jednak nikt nie przyszedł. Teraz wystraszonego mężczyzny nic juz nie trzyma w domu. Zamyka za sobą drzwi pokoju, potem drzwi mieszkania, wychodzi na zewnątrz przez drzwi wejściowe, przeciska się przez tłum na rynku, a potem dalej przez ciasny zaułek, dociera do ulicy wylotowej, przechodzi przez skrzyżowanie - i z cała stanowczością zaczyna szukać swojej przyjaciółki.


Święto spis tresci

Pewien człowiek wyrusza w drogę. Patrzy przed siebie i widzi w oddali dom, który należy do niego. wędruje w jego kierunku, dociera na miejsce, otwiera drzwi i wchodzi do środka. A tam wszystko przygotowane na święto.

Na to święto przychodzą wszyscy, którzy byli ważni w jego życiu. Każdy, kto przychodzi, przynosi coś, zostaje trochę - i odchodzi. Tak jak przychodzą myśli, coś przynoszą, zostają trochę - i odchodzą. I tak jak przychodzą pragnienia lub cierpienia. Przynoszą coś, zostają trochę - i odchodzą. I tak jak przychodzi również życie, coś nam przynosi, zostaje trochę - i odchodzi. Tak więc przychodzą na święto, każdy ze szczególnym darem, za który zapłacił już pełną cenę w taki czy inny sposób: matka - ojciec - rodzeństwo - jeden dziadek - jedna babcia - drugi dziadek - druga babcia - wujkowie i ciotki. Wszyscy, którzy zrobili dla ciebie miejsce - wszyscy, którzy ciebie pielęgnowali - sąsiedzi - przyjaciele - nauczyciele - partnerzy - dzieci. Wszyscy, którzy byli ważni w twoim życiu i którzy nadal są ważni.

Po święcie człowiek czuje się bogato obdarzony i tylko ci są z nim jeszcze, dla których jest właściwe, żeby pozostać jakiś czas. Podchodzi do okna, widzi inne domy, wie, że pewnego dnia tam też będzie święto i że pójdzie tam, zaniesie coś, zostanie trochę - i odejdzie.

Również my byliśmy tu na święcie, coś przynieśliśmy i coś wzięliśmy, zostaliśmy trochę - i odchodzimy.


Pożegnanie spis tresci

Wybierzemy się teraz w podróż, w której każdy, jeśli zechce, zobaczy całość, lecz nie wszystko od razu. Przeżyje całość, lecz z ochroną, jakiej będzie sobie życzył. Zrozumie też to, co się liczy, jedno po drugim. Kto zechce, może dać się zastąpić, jak ktoś kto zasiada w wygodnym fotelu, zamyka oczy i śni, że wybiera się w podróż, a choć zostaje w domu i śpi, przeżywa wszystko tak, jakby przy tym był. Podróż prowadzi do pewnego miasta, które kiedyś było bogate i sławne, jednak teraz od dawna stoi opuszczone, niczym miasto widmo na Dzikim Zachodzie. Widać jeszcze sztolnie, z których wydobywano złoto. Domy stoją prawie nienaruszone. Ocalał nawet budynek opery. Ale wszystko porzucono. Już dawno nie ma tu niczego prócz wspomnień. Kto wybiera się w tę podróż, szuka znawcy, żeby go prowadził. Z nim dochodzi do tego miasta, a wspomnienia zaczynają się budzić. Tutaj więc wydarzyło się to wszystko, co nim tak bardzo wstrząsnęło, co i dziś jeszcze trudno mu wspominać, bo było tak bolesne. Jednak teraz nad opuszczonym miastem świeci słońce. Tam, gdzie kiedyś tętniło życie, panowały ścisk i przemoc, nastała cisza, wręcz pokój.

Wędrują ulicami, potem znajdują ten dom. On waha się, nie wie, czy się odważy wejść do środka. Jednak jego towarzysz chce wejść przed nim, aby się rozejrzeć i sprawdzić, czy miejsce jest bezpieczne i czy coś jeszcze pozostało tu z przeszłości. W tym czasie ten drugi wodzi wzrokiem po pustych ulicach. Wracają wspomnienia o sąsiadach i przyjaciołach, którzy tam żyli. Wspomnienia momentów, kiedy był szczęśliwy, wesoły, pełen radości życia i chęci działania - jak dzieci, których nic nie powstrzyma, które rwą się do przodu, do nowego, nieznanego, wielkiego, dalekiego, do przygody i niebezpieczeństw. Tak mija czas.

Jego towarzysz daje mu znak ręką, żeby poszedł za nim. Teraz i on wchodzi do domu, najpierw do przedpokoju. Rozgląda się i czeka. Wie, kto wtedy mógł mu pomóc wytrzymać wszystko: ludzie, którzy go kochali i byli silnie, odważni, mądrzy. Wydaje mu się, że są teraz tutaj, że słyszy ich głosy, czuje ich siłę. Wtedy towarzysz bierze go za rękę o obaj otwierają wiadome drzwi.

Oto stoi tu teraz. Wrócił. Ujmuje dłoń, która go tu doprowadziła, i rozgląda się spokojnie, aby zobaczyć, jak było naprawdę - to i tamto, całość. Dziwne, jak inaczej widzi to teraz, gdy jest skupiony i ma przy sobie przyjazną duszę. Przypomina sobie także to, co długo było wykluczone, jakby się wreszcie ułożyło wszystko, co się z tym łączy. Tak czeka i patrzy, aż wie wszystko.

Wtedy zawładnęło nim uczucie. Pod tym, co było na powierzchni czuje miłość i ból. Jest mu tak, jakby wrócił do domu i patrzył w głąb, gdzie nie ma już ani prawa, ani zemsty. Gdzie działa przeznaczenie, pokora uzdrawia, a bezsilność wprowadza pokój. Przewodnik trzyma go za rękę, żeby czuł się pewnie. Oddycha głęboko i pozwala odpłynąć temu, co się przez długi czas spiętrzyło. Robi mu się lżej i cieplej. Gdy to mija, przyjaciel patrzy na niego i mówi: "Może wtedy wziąłeś na barki coś, co musisz tutaj zostawić, ponieważ nie należy do ciebie ani nie wolno było tego od ciebie żądać? Na przykład uzurpowaną winę - jakbyś musiał płacić za to, co wzięli inni. Zostaw to tutaj. Zostaw również to, co musi ci być obce: cudzą chorobę, cudzy los, cudzą wiarę, cudze uczucie. I decyzje, które przyniosły ci szkodę". Słowa te robią mu dobrze. Czuje się jak ktoś, kto niósł wielki ciężar, a teraz go odłożył. Odetchnął i otrząsnął się. Jest lekki jak piórko.

Przyjaciel zapytał ponownie: "Może zostawiłeś tu wtedy coś lub zrezygnowałeś z czegoś, co powinieneś zachować, ponieważ należy do ciebie? Na przykład talent, wewnętrzną potrzebę. Niewinność lub winę, wspomnienie, zaufanie. Odwagę życia w pełni, czynu na swoją miarę? Teraz pozbieraj to znowu i weĄ ze sobą w przyszłość". Także z tymi słowami się zgadza. Potem sprawdza, co oddał, a teraz znów musi sobie wziąć. Biorąc to, czuje grunt pod stopami i swój własny ciężar.

Przyjaciel prowadzi go kilka kroków dalej i dochodzi z nim do drzwi, których dotąd nie było widać. Otwierają je i znajdują tajemnicę, przynoszącą pojednanie. Teraz już nic go nie trzyma na starym miejscu. Chce wrócić, dziękuje przyjaznemu towarzyszowi i rusza w drogę. W domu potrzebuje jeszcze trochę czasu, by się oswoić z nową wolnością i starą siłą. Jednak w tajemnicy planuje już następną podróż, tym razem do nowego, nieznanego kraju.


Gość spis tresci

Gdzieś daleko stąd, tam gdzie kiedyś był DZIKI Zachów, ktoś z plecakiem wędruje przez rozległą, bezludną krainę. Po wielogodzinnym marszu – słońce stoi już wysoko, a pragnienie zaczyna mu dokuczać – widzi na horyzoncie farmę. „Dzięki Bogu! – myśli – nareszcie jakiś człowiek na pustkowiu. Zajdę do niego, poprze o cos do picia, a może usiądziemy jeszcze na werandzie i porozmawiamy, zanim znów pójdę dalej”. I wyobraża sobie, jak to będzie pięknie.

Ale kiedy podchodzi bliżej i widzi, że farmer krząta się w ogrodzie przed domem, ogarniają go wątpliwości. „Prawdopodobnie ma dużo pracy. Gdy mu powiem, czego bym chciał, będę mu się naprzykrzał; a on mógłby pomyśleć, że jestem bezczelny”. Dochodzi do bramy ogrodu, tylko macha farmerowi i przechodzi dalej.

Farmer z kolei widział wędrowca już z daleka i cieszył się. „Dzięki Bogu! Nareszcie jakiś człowiek na tym pustkowiu. Mam nadzieję, że przyjdzie do mnie. Wtedy wypijemy coś razem, a może usiądziemy jeszcze na werandzie i porozmawiamy, zanim znów pójdzie dalej”. I wszedł do domu, żeby schłodzić napoje.

Jednak, gdy zobaczył, że obcy się zbliża, również i jego zaczęły nachodzić wątpliwości. „Na pewno się spieszy. A jak powiem, czego bym chciał, będę mu się naprzykrzał; i mógłby pomyśleć, że się narzucam. Ale może chce pić i sam do mnie przyjdzie. Najlepiej wyjdę do ogrodu przed domem i będę udawał, że się krzątam. Tam mnie na pewno zobaczy i, jeśli rzeczywiście chce do mnie przyjść, to mi powie”. Kiedy obcy tylko pomachał i poszedł dalej swoją drogą, farmer powiedział: „Jaka szkoda!”.

Obcy zaś wędruje dalej. Słońce wspina się jeszcze wyżej, a pragnienie dokucza mu coraz bardziej. Dopiero po wielu godzinach widzi na horyzoncie kolejną farmę. Mówi sobie: „Tym razem zajdę do farmera, czy będę się naprzykrzał czy nie. Mam takie straszne pragnienie, że musze się czegoś napić”.

Farmer także zobaczył wędrowca już z daleka i pomyślał: „Mam nadzieję, że do mnie nie przyjdzie. Jeszcze tego tylko brakowało! Mam dużo pracy i nie mogę się martwić o innych ludzi”. I pracował dalej, nie podnosząc wzroku.

Obcy powiedział: „Oglądałem twój ogród. Od razu widać, że pracował tu znawca, który kocha rośliny i wie, czego im trzeba”. Farmer ucieszył się i powiedział: „Widzę, że też się na tym znasz”. Usiadł i długo rozmawiali. Potem obcy wstał i rzekł: „Już czas na mnie”. Ale farmer odparł: „Spójrz, słońce już nisko. Zostań u mnie na noc. Usiądziemy na werandzie i porozmawiamy, zanim jutro ruszysz dalej”. I obcy się zgodził.

Wieczorem siedzieli na werandzie, a rozległa kraina rozciągała się opromieniona światłem zachodzącego słońca. Kiedy zrobiło się ciemno, obcy zaczął opowiadać, jak zmienił się dla niego świat, od kiedy zdał sobie sprawę z tego, że na każdym kroku ktoś mu towarzyszy. Zrazu nie wierzył, że ktoś stale z nim szedł. Że kiedy on się zatrzymywał, ten drugi też stawał, a gdy zbierał się do drogi, ten drugi również się podnosił. Potrzebował czasu, aż wreszcie pojął, kim jest jego towarzysz.

„Mój stały towarzysz – powiedział – to moja śmierć. Przyzwyczaiłem się do niej tak bardzo, że nie mogę się już bez niej obejść. Jest moim najlepszym, najwierniejszym przyjacielem. Gdy nie wiem, co jest właściwe i jak ma być dalej, wtedy przystaję na chwilę i proszę ją o odpowiedĄ. Otwieram się na nią bez reszty, niejako całym sobą; wiem, że ona jest tam, a ja jestem tutaj. I nie przywiązując się do moich życzeń, czekam na wskazówkę od niej. Jeśli jestem skupiony i odważnie stawiam jej czoła, po pewnym czasie przychodzi do mnie od niej słowo, które niczym błyskawica rozświetla to, co było ciemne – mam jasność”.

Farmerowi obca była ta mowa i milcząc, długo patrzył w noc. Potem on również zobaczył, kto mu towarzyszy – swoją śmierć – i pokłonił się przed nią. Zdawało mu się, że to, co mu z życia pozostało, uległo przemianie. Cenne jak miłość, która wie o rozstaniu, i jak miłość pełne aż po brzegi.

Nazajutrz zjedli razem, a farmer powiedział: „Nawet gdy odejdziesz, zostanie mi przyjaciel”. Potem wyszli przed dom i podali sobie ręce. Obcy poszedł swoją drogą, a farmer na swoje pole.


Wiara spis tresci

Ktoś opowiada, że przysłuchiwał się kiedyś rozmowie dwóch osób, które zastanawiały się nad tym, jak zareagowałby Jezus, gdyby zawoławszy do chorego” „Wstań, weĄ swoje łoże i idĄ do domu”, usłyszał w odpowiedzi: „Ale ja nie chcę”.

Jeden z rozmówców był zdania, że Jezus najprawdopodobniej najpierw by milczał. A potem zwróciłby się do swoich uczniów i powiedział: „On Bogu oddaje większą cześć niż ja”.


Zarozumialec spis tresci

W krainie Aram - to jest tam, gdzie dziś leży Syria – żył w dawnych czasach naczelny wódz, którego król miłował. Wódz był bardzo sławny dzięki sile i odwadze, jednak od jakiegoś czasu, nawiedzony przez ciężką chorobę, nie mógł z nikim –nawet ze swoją żoną – utrzymywać kontaktów: miał trąd.

Kiedyś wódz usłyszał od niewolnicy, że w jej ojczyĄnie jest człowiek, który ie, jak uleczyć jego chorobę. Zebrał wielki orszak, wziął dziesięć talentów srebra, sześć tysięcy sztuk złota, dziesięć odświętnych szat, do tego jeszcze pismo polecające, do tego jeszcze pismo polecające od swojego władcy i wyruszył w drogę.

Po długim marszu i nierzadko nadkładając drogi, dotarł do domu, w którym mieszkał uzdrowiciel, i zawołał głośno prosząc o wpuszczenie.

Stał więc tak z całym swoim orszakiem i ze wszystkimi swoimi skarbami, trzymał w ręku pismo polecające od swojego króla i czekał. Jednak nikt nie zwracał na niego uwagi. Zaczął się już niecierpliwić i denerwować, gdy nagle drzwi się otworzyły, wyszedł sługa, podszedł do niego i powiedział: „Mój pan kazał zameldować: „Umyj się w Jordanie, wtedy znów będziesz zdrowy!”.

Wódz poczuł się ośmieszony i nabrany. „Co? – powiedział – i to ma być uzdrowiciel? Przecież powinien przynajmniej sam do mnie wyjść, wezwać swojego boga, odprawić długie rytuały i każdej rany na mojej skórze dotknąć swoją ręką! To by mi może pomogło. A ja mam się tylko wykapać w jakimś Jordanie?”. Pałając gniewem, odwrócił się i udał w drogę powrotną.

To właściwie koniec tej historii. Ale ponieważ to tylko baśń, kończy się jednak dobrze.

Gdy wódz po całym dniu drogi nakazał postój, przyszli jego słudzy i zaczęli dobrotliwie go namawiać. „Drogi ojcze – mówili – gdyby uzdrowiciel zażądał od ciebie czegoś niezwykłego, na przykład żebyś wsiadł na statek i popłynął do dalekich krajów, poddał się obcym bogom, latami tylko własne myśli czytał, a cały swój majątek na to wydał, wtedy na pewno bys to zrobił. Jednak on zażądał od ciebie czegoś zupełnie zwykłego”. I wódz dał się przekonać.

Niechętnie wszedł do Jordanu, umył się ze wstrętem w wodzie i wtedy stał się cud.

Gdy wrócił do domu, żona chciała się dowiedzieć, co mu się przydarzyło. „Ach! – powiedział – czuję się znów dobrze. Ale poza tym w ogóle nic się nie działo”.


Pytanie spis tresci

Sumienie znamy tak, jak i koń zna swojego jeĄdĄca, który go ujeżdża i tak, jak sternik zna wszystkie gwiazdy wedle których mierzy lokalizację oraz kierunek.

Jednakże wielu jest tych, którzy jeżdżą konno i wielu tych, którzy na statku na niezliczoną ilość gwiazd spogląda.

Pytanie brzmi jednak: Komu być może ulegają jeĄdĄcy i jaki kierunek nadaje okrętowi kapitan?


KONTAKT W POLSCE KONTAKT W NIEMCZECH LINKI



Hellinger Team Polska Bert Hellinger Napisz do nas...
Email: biuro@hellingerpolska.pl Postfach 2120, D-83462 Berchtesgaden, Germany Galeria zdjęć
Dane firmy Tel.: +49 - (0) 86 52 / 65 64 65 Partnerzy
Reklama Email: info@hellingerschule.com Reklama
Wszelkie prawa zastrzeżone Copyright by Bert Hellinger Polityka cookies